W Pieniężnie klerycy i nowicjusz składali śluby zakonne 


7 i 8 września polska prowincja misjonarzy werbistów świętowała w Pieniężnie odnowienie i złożenie ślubów zakonnych przez sześciu kleryków. Data składania ślubów jest zawsze ta sama – 8 września. Tego dnia w  1875 r.  w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny Arnold Janssen założył w Steyl Zgromadzenie Słowa Bożego. W tym roku ślubom towarzyszył więc  jubileusz – 145. rocznica powstania tego zgromadzenia.

W dzień poprzedzający święto i jubileusz dwaj klerycy – Filip Smoliński i Krzysztof Wojciechowski –podczas uroczystych I nieszporów z dnia Narodzenia NMP odnowili śluby czasowe – ubóstwa, posłuszeństwa i czystości – na kolejny rok. Śluby złożyli przed o. Jackiem Wojcieszką SVD, rektorem Misyjnego Seminarium Duchownego Księży Werbistów w Pieniężnie. On też wygłosił homilię. Nawiązał w niej do obchodzonego święta oraz przypomniał znaczenie życia konsekrowanego w Kościele.

Całe kazanie tutaj:

Nazajutrz śluby wieczyste złożyło trzech kleryków: Isaac Kwame Anim-Addo, Godfred Koranteng – obaj  z Ghany i Paweł Wodzień, a nowicjusz Arkadij Butenko z Rosji – pierwsze śluby czasowe. Mszę Św. celebrował o. Sylwester Grabowski SVD, prowincjał polskich werbistów razem z 22 koncelebransami. Na to jedno z najważniejszych wydarzeń w każdej prowincji werbistowskiej przybyli współbracia – ojcowie i bracia – z kilku domów zakonnych z całej Polski. Niestety, reżimy sanitarne związane z epidemią koronawirusa mocno ograniczyły obecność gości i przyjaciół tegorocznych profesów i uroczystość odbywała się w niemal pustym kościele.

Msza Św. rozpoczęła się uroczystym wejściem procesyjnym kleryków i kapłanów, którzy śpiewali tradycyjne „Witaj, Gwiazdo morza, Wielka Matko Boga….”, a następnie – także utartym zwyczajem – wybrzmiał hymn do Ducha Świętego. Wszystkich powitał o. Sylwester Grabowski SVD, który w swojej homilii m.in. przedstawił historię kultu Narodzenia NMP  oraz podzielił się refleksją związaną z rocznicą powstania i dzisiejszej kondycji Zgromadzenia Słowa Bożego, czyli właśnie misjonarzy werbistów.

Całe kazanie tutaj:

Najpierw śluby czasowe składał Arkadij Butenko. „Niech przystąpi ten, który pragnie złożyć pierwsze śluby zakonne” – wezwał go przed ołtarz o. Franciszek Bąk SVD, magister nowicjatu.  Tam czekał już o. prowincjał, przed którym Arkadij wypowiedział słowa ślubowania.

Potem o. Tomasz Bujarski SVD, admonitor Rady Prowincjalnej Polskiej Prowincji SVD wzywał kandydatów do profesji wieczystej, podając miejsce ich przeznaczenia misyjnego. Wszyscy po kolei głośno odpowiadali „Jestem”. Tak zaczęła się uroczystość, której przewodził o. prowincjał:  „Niech ześle wam Bóg swoją pomoc z nieba, niech was prowadzi słowo Boże, niech Duch Święty będzie waszą światłością” – rozpoczął obrzęd składania ślubów wieczystych, a następnie wezwał zebranych do wspólnej modlitwy. Podczas litanii do Wszystkich Świętych, wszyscy uklękli, a profesi padli na twarze przed ołtarzem, by w godnej, pokornej  postawie prosić o błogosławieństwo Boże i wstawiennictwo świętych. Gdy powstali, po kolei złożyli przed o. prowincjałem śluby życia na zawsze w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie.  Teraz przed nimi już „tylko” święcenia diakonatu, a wiosną – kapłańskie i mogą jechać na misje.

Na zakończenie Mszy św. nowi profesi podziękowali Bogu za powołanie i wytrwałość oraz swym opiekunom i przewodnikom duchowym – tym z nowicjatu chludowskiego i tym z Pieniężna, a o. Jacek Wojcieszko o. prowincjałowi za przewodniczenie uroczystości. Na koniec wszyscy ustawili się do „rodzinnego” zdjęcia.

TOKA

Fot. o. Franciszek Bąk SVD i br. Szymon Porwoł SVD

Wielu wybranych, ale nie wszyscy powołani

O ślubach zakonnych i czasie przygotowującym do nich mówi o. Jacek Wojcieszko SVD, rektor Misyjnego Seminarium Duchownego Księży Werbistów w Pieniężnie i Domu Misyjnego Świętego Wojciecha, odpowiedzialny za formację werbistowskich kleryków

My, ludzie ze świata, często nie odróżniamy zakonnika od kapłana. A może między nimi nie ma różnicy? Czym są śluby zakonne, a czym święcenia kapłańskie?

Zacznijmy od ślubów, czyli profesji zakonnej – to właśnie ona wiąże człowieka z konkretnym zgromadzeniem. Kandydat do niego kilka lat przygotowuje się i rozeznaje swoje powołanie, składając  w tym czasie najpierw śluby czasowe, a gdy podejmie ostateczną decyzję – śluby wieczyste. Nasze werbistowskie zgromadzenie ma charakter laicko-klerycki, a to oznacza, że można w nim oddać się  różnym posługom jako bracia lub kapłani. Jedni i drudzy najpierw składają śluby zakonne, które czynią nas wspólnie zakonnikami – misjonarzami werbistami. To jest baza wyjściowa – dlatego śluby odbywają się zawsze przed święceniami. Dziś trzech współbraci zostanie na stałe włączonych do zgromadzenia właśnie poprzez śluby wieczyste.  A ponieważ wszyscy trzej chcą zostać kapłanami, przyjmą jeszcze święcenia diakonatu, a w przyszłym roku – kapłańskie.

Mówi Ojciec, że przygotowanie trwa kilka lat.

Przygotowanie jest naprawdę solidne – obejmuje postulat, roczny nowicjat, dopiero po nim składa się pierwsze śluby, które kleryk odnawia przez 6 kolejnych lat. W naszym zgromadzeniu, a przynajmniej w naszej polskiej prowincji, utrwaliła się już taka tradycja, że odnowienie ślubów czasowych odbywa się 7 września wieczorem na zakończenie rekolekcji, natomiast następnego dnia 8 września w uroczystszość Narodzenia NMP składa się śluby wieczyste. Nieprzypadkowo – jest to też data założenia naszego zgromadzenia.

Czy istnieje specjalna  formacja przygotowująca do ślubów zakonnych?

Wszyscy kandydaci do naszego zgromadzenia przechodzą formację intelektualną i duchową. Tę pierwszą stanowią studia – filozoficzne i teologiczne, ale oprócz nich nasi klerycy czy bracia mają też formację duchową. Są to konferencje, rekolekcje, skupienia miesięczne – to wszytko razem przygotowuje ich do złożenia ślubów, czyli właściwie do poświecenia się Bogu w ramach zgromadzenia. Tak więc ta formacja przebiega dwutorowo, równolegle.

Jak wygląda sama formuła ślubów, czy ona się zmieniała na przestrzeni czasów?

Śluby są zawsze takie same – od samego początku składamy ślub posłuszeństwa, czystości i ubóstwa. To jest podstawa życia zakonnego. Formuły są oczywiście różne w różnych zgromadzeniach, np. jeżeli chodzi o przyzywanie wstawiennictwa NMP, aniołów i świętych, to określa je konkretna duchowość i patroni zgromadzenia. Warto podkreślić, że klerycy w czasie składania ślubów wieczystych, kiedy przyzywa się wstawiennictwa świętych, kładą się przed ołtarzem. Jest to wyraz pokory, głębszego przeżycia  uroczystości, a jednocześnie  jedna z form modlitwy – leżąc prosi się pokornie o potrzebną łaskę. Podobna formuła występuje przy święceniach kapłańskich.

Zdarza się, że kandydat do ślubów w ostatniej chwili wycofuje się i występuje ze zgromadzenia?

Takie sytuacje się zdarzyły w historii naszego zgromadzenia –  w ostatniej chwili ktoś uznał, że to nie jest jego miejsce. Wtedy po prostu nie składa ślubów wieczystych i odchodzi. Ale o to właśnie chodzi podczas tych wszystkich lat formacji seminaryjnej czy formacji  braci –  to jest czas przeznaczony właśnie na to, aby kandydaci podjęli  tę ostateczną decyzję.

A bywa, że po jakimś czasie wracają?

Zdarza się – ale rzadko.  Jednak wtedy proszą o możliwość powrotu do świata, by popatrzeć z  innej perspektywy na naszą formację zakonną. Kiedy wracają, składają śluby o wiele bardziej dojrzali. Nikt nie jest zmuszany do pobytu w zgromadzeniu – formację można przerwać w każdej chwili, można też uzyskać dyspensę na pobyt poza domem zakonnym aż do wygaśnięcia ślubów. Ale ci, którzy poważnie patrzą na swoje życie, także zakonne, czasem potrzebują skonfrontować je z rzeczywistością świata poza klasztorem. Wtedy przy rezygnacji od razu informują, że będą chcieli wrócić. I rzeczywiście wracają.

Czuje się Ojciec odpowiedzialny za decyzje i wybory tych, często bardzo młodych, ludzi?

Oczywiście – taka jest rola rektora i formatorów,  którzy odpowiadają za ich kształcenie i wychowanie. Poza tym przez lata formacji ludzie po prostu się zżywają, powstaje naturalna więź między nimi. I o to nam chodzi – o budowanie relacji rodzinnych w ramach zgromadzenia. Jeżeli np. ktoś odchodzi, to jakby opuszczał dom rodzinny, ale cóż – przecież te wszystkie lata służą właśnie rozeznawaniu, przymierzaniu się do zgromadzenia. Gdy ktoś woli realizować swoje powołanie w świecie, to pozostaje nam życzyć mu błogosławieństwa Bożego, aby jego plany ziściły się i nie pogubił się, nie odszedł od Boga. Jakiś mały żal jednak wtedy się rodzi, ale jak mówi Pismo Święto:  „Wielu wybranych, ale nie wszyscy powołani”. Dotyczy to również wspólnot zakonnych.

Rozmawiała Anna Kot