Grupa adoracyjna

Duch wiał, kędy chciał, czyli pierwsze skupienie chludowskiej grupy adoracyjnej

Długich przygotowań nie było, raczej wiele spontaniczności i ufności, że Duch Święty poprowadzi. Jedyne, co trwało naprawdę długo, to tęsknota, by pobyć znów razem, w świeżo zawiązanej, a może dopiero wiążącej się wspólnocie. Rok minął 3 maja, kiedy kilka osób po raz pierwszy przyszło do tutejszego klasztoru werbistów, by w ciszy znaleźć się przed wystawionym w monstrancji Jezusem i tak pozostać z Nim godzinę. Grupa okrzepła przez ten czas i po roku postanowiła stosownie uczcić ten fakt. Na tę pierwszą rocznicę razem z rektorem o. Janem Wróblewskim, także przewodnikiem duchowym grupy, wymyślili – na początek – kilkugodzinne skupienie, oczywiście z adoracją w ciszy, Mszą Świętą, wielbieniem i konferencją – jako punktami obowiązkowymi.

W sobotę 30 czerwca wspólnota, która roboczo przyjęła nazwę – i pewnie taka pozostanie – „adoracyjna”, rozpoczęła świętowanie swego młodziutkiego jubileuszu od jutrzni i konferencji, podczas której o. Jan przypomniał i omówił rangę Ducha Świętego i Jego działanie w Kościele (fragmenty konferencji TUTAJ), opartą na I Kor 12.

Pierwsza niespodzianka, jakże brzemienna w znaczenie, zaczęła się zaraz potem. Standardowe powitanie i przedstawianie się uczestników skupienia przy kawie przerodziło się w spontaniczne świadectwa. Każdy krótko wyznał, dlaczego przyszedł i pozostał na chludowskich adoracjach i co mu one dają. Wzruszeń było co niemiara…, a nawet łez.
Idealnym więc kolejnym punktem „programu” okazała się właśnie godzinna adoracja. Można było w przejmującej ciszy przeżyć i omodlić wszystko, co wydarzyło się wcześniej, a zwłaszcza mocno drażniące serce i umysł słowa z konferencji o działaniu Ducha Świętego, nie tylko w całym Kościele, ale w życiu każdego człowieka. I zaraz potem Msza Święta z homilią, jak to homilią – nawiązująca do sobotnich czytań, a którą można posłuchać TUTAJ.

Sporym zaskoczeniem okazał się nieplanowany, a piękny różańcowy spacer po klasztornym parku, parku niezwykłym z powodu swego uroku i bogactwa zieleni, w którym można pomodlić się przed grotą Matki Bożej i na Golgocie.

Kolejną sympatyczną niespodzianką stał się obiad, podczas którego ludzi znający się głównie tylko/aż z godzinnych spotkań w milczeniu z Jezusem, rozgadali się na dobre przy żurku śląskim sycącym tak głód, jak i nawet kapryśne smaki.

To, co się działo po obiedzie podczas wielbienia, poruszyło serca wszystkich. Naprędce stworzona grupa muzyczna w osobach grających na gitarach Wiktorii i o. Franka oraz prowadząca wielbienie Ola, absolutna nowicjuszka w tej materii, przeszła samą siebie, dając się nieść Duchowi Świętemu, który udzielił się wszystkim zebranym. Pod koniec wielbienia grupa adoracyjno modliła się wstawienniczo nad gospodarzami domu, czyli ojcami werbistami. Koniec to już była swobodna wymiana radości i rozmowy przy kawie i cieście z silnym postanowieniem, że następny raz być musi.

TOKA