Listy Misjonarzy

Misjonarze i misjonarki mają ten przywilej, że są świadkami rozwoju i życia Kościoła w odległych i nierzadko trudno dostępnych miejscach. Towarzyszą wiernym innych narodów i kultur we wzrastaniu w wierze. Poza głoszeniem Dobrej Nowiny bardzo często ich codziennością jest: pomoc chorym, opieka nad osieroconymi dziećmi, organizowanie szkolnictwa, wprowadzanie nowych sposobów uprawy i hodowli zwierząt.

Cieszymy się, że w tej grupie są także polscy werbiści i Siostry Służebnice Ducha Świętego. Ich głęboka wiara oraz gorąca miłość do Boga sprawiły, że opuścili swoją ojczyznę aby w obcym i nieznanym środowisku żyć, głosić Ewangelię i dawać świadectwo wierze. Nigdy nie byliby w stanie dokonać tak wielu dzieł i owocnie pracować gdyby nie ogromna rzesza Dobrodziejów Misji, którzy modlitwą, ofiarą i cierpieniem wspierają ich posługę.

Niech lektura książki, która jest zbiorem listów misjonarzy nadesłanych w 2014 roku do Referatu Misyjnego Księży Werbistów w Pieniężnie nie tylko poszerzy nasze horyzonty, ale jeszcze bardziej rozpali w nas misyjny zapał i entuzjazm. Niech natchnie nas do gorącej modlitwy w intencji misjonarzy i nowych powołań misyjnych.

Cud w Kostaryce

Kochani Przyjaciele Misji!

Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie z piękne Kostaryki. Jej mieszkańcy z wielką dumą mówią o swoim kraju: „Szwajcaria Ameryki środkowej”. Nie znam Szwajcarii, bo nigdy tam nie byłem, więc tylko wyobrażam sobie, że Szwajcaria jest podobna do Kostaryki, a Kostaryka jest niesamowita…

W tych dniach, na całym świecie – może z wyjątkiem Kostaryki – mówi się właśnie o niej, a właściwie o pewnej Kostarykance, imieniem Roribeth Mora Diaz. Floribeth w czerwcu skończy 52 lata, ma wspaniałego męża, czwórkę uroczych dzieci i sześcioro cudownych wnucząt. Mówi się o niej i pisze, że do jej domu w miejscowości Tres Rios, w prowincji Cartago, dzwonią z przeróżnych zakątków świata dziennikarze, umawiając się na wywiady, co rusz przyjeżdża też telewizja nakręcić o niej reportaż. Skąd to wszystko?

Troszeczkę się przestraszyłem, kiedy w połowie października 2013 r. zadzwonił do mnie o. Wiesław Dudar SVD i poprosił, abym zajął się dziennikarzami z Telewizji Polskiej i pomógł im w realizacji filmu o kobiecie cudownie uzdrowionej za wstawiennictwem bł. Jana Pawła Il. Wiedziałem tylko, że Stolica Apostolska wydała oficjalny dekret zatwierdzający cud i że uzdrowiona kobieta pochodzi z Kostaryki, a to trochę za mało, aby nakręcić film, prawda?!

Z pomocą przyszedł mi internet i mój biskup, ks. Vittorino Girardi (najlepszy biskup na świecie!). Dowiedziałem się, że w kwietniu 2011 r. u Floribeth Mory wykryto guza mózgu (tętniaka wrzecionowatego prawej półkuli), co potwierdziły liczne badania (arteriografia mózgu, rezonans magnetyczny itd.). 1 maja 2011 r. ciężko chora Floribeth, modląc się i oglądając nad ranem w telewizji transmisję z beatyfikacji Papieża Jana Pawła II w Rzymie – JEJ ŚWIĘ-TEGO, jak go nazywała – usłyszała jego głos mówiący: „Nie lękaj się, wstań”, więc wstała… I tak powoli odzyskiwała zdrowie, a przeprowadzone kilka miesięcy później badania wykazały całkowite zniknięcie wszelkich oznak jej choroby.

Ks. biskup z kolei dał mi numer telefonu do ks. Daniela Blanco, który był postulatorem w procesie kanonizacyjnym z ramienia archidiecezji San Jose. Ks. Blanco posiadał całą dokumentację procesu i wszystkie kontakty osób biorących w nim udział, które bardzo życzliwie mi udostępnił.

Takim sposobem, posiadając źródłowe informacje jakby mi je na tacy podano, czułem się już bardzo pewnie w temacie. Kilka dni później zadzwoniła do mnie dziennikarka i publicystka, p. Elżbieta Ruman, potwierdzając projekt ‚TVP, a w efekcie ustalając datę przyjazdu ekipy telewizyjnej do Kostaryki na 29 listopada.

Samolot wylądował w stolicy kraju, San Jose, w środku nocy, o godzinie 00:30. Następnego dnia, kiedy późnym wieczorem, dotarliśmy do naszej parafii św. Jana Bożego w Upali, oddalonej o 200 km, mieliśmy już za sobą pierwsze nagrania i wywiad z ks. Rektorem Seminarium Duchownego w San Jose. W Upali natomiast czekała na nas kolejna niespodzianka: to sama Floribeth Mora Diaz, która przyjęła moje telefoniczne zaproszenie do udziału w parafialnym, modlitewnym spotkaniu prowadzonym przez charyzmatycznego świeckiego kaznodzieję z Salwadoru, Salwadora Gomeza. To był mój pierwszy kontakt z Roribeth, która okazała się bardzo skromną, ciepłą kobietą. Zaraz potem wsłuchiwaliśmy się w jej drżący głos, podczas publicznego świadectwa jej cudownego uzdrowienia, danego wobec wielu setek ludzi zgromadzonych w Upali.

Kolejne dni tworzyły dalsze historie. Problemy w drodze do San Jose na spotkanie i wywiad z Panią Prezydent Kostaryki Laurą Chinchila, na długo pozostaną w pamięci pani Elżbiety, pana Wojciecha Kozłowskiego (operatora kamery) oraz mojej. Cudem nazwać można również sfinalizowanie projektu! Ograniczeni czasowo przez niemożliwą do zmiany datę powrotu ekipy telewizyjnej, codziennie kończyliśmy pracę grubo po północy. Co noc zmęczona p. Elżbieta zasypiała w samochodzie, a ja za kierownicą, kiedy wracaliśmy na nocleg po skończonych wywiadach. Jednak parafialny samochód, nowy Tucson, zakupiony dzięki pomocy Referatu Misyjnego w Pieniężnie, spisał się na szóstkę!

Bardzo jestem ciekawy efektu końcowego naszych wysiłków. Jaki to będzie film? Jak wszystko to ostatecznie zmontowała p. Elżbieta – rozmowy z Edwinem Arce – mężem Floribeth, jej dziećmi, ks. Danielem, ks. Donaldem – proboszczem w Paraiso, gdzie znajdują się jedyne w Ameryce Łacińskiej relikwie krwi Jana Pawła II; spotkanie z lekarzem specjalistą, który rozkłada ręce i nie umie w naukowy sposób wyjaśnić, co się stało, że po tętniaku nie ma śladu. Bardzo jestem ciekawy…

27 kwietnia br., w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, odbędzie się kanonizacja Jana Pawła Il. W czasie uroczystej Eucharystii relikwiarz świętego już Papieża Polaka będzie niosła właśnie Floribeth Mora Diaz. Ja też będę współkoncelebrował tę Mszę Świętą. Tego samego dnia TVP wyemituje film „Cud w Kostaryce”, przy którego powstawaniu dane mi było uczestniczyć, a zaraz potem i przez następnych kilka tygodni Floribeth będzie w Polsce, o której mówi: „Kocham Polskę, kocham Polaków!” – wszak to kraj „jej” Świętego. Może się wszyscy spotkamy?

O. Franciszek Filar SVD

Poświęcenie Obrazu Matki Bożej dla Köröm

Fekete Madonna.

Wędrówka Czarnej Madonny z Częstochowy do do Köröm.

Köröm to mała miejscowość w północno-wschodniej części Węgier w pobliżu miasta Miskolc. W 1729 roku Paulini wybudowali tu piękną barokową świątynię pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. To, że kiedyś Paulini opiekowali się parafią w Köröm można jeszcze rozpoznać z bardzo malutkiego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej na jednym z wiszących w kościele gobelinów. Widok ten zaskoczył kiedyś polskich misjonarzy werbistów odwiedzających naszą parafię, a szczególnie o. Wiesława Dudara, Dyrektora Referatu Misyjnego SVD w Pieniężnie. Zapewne wtedy zrodziła się ta piękna inicjatywa, w następstwie której wyruszyliśmy z Köröm na pielgrzymkę do Polski.

Pielgrzymka miała miejsce w dniach 10 – 14 kwietnia 2013 roku. Jej organizatorem i przewodnikiem był o. Grzegorz Burbeła, prowincjał Węgierskiej Prowincji SVD. Pierwszego dnia dotarliśmy do Częstochowy, gdzie wieczorem wzięliśmy udział w Apelu Jasnogórskim przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Punktem kulminacyjnym pielgrzymki była Msza św. w kaplicy Cudownego Obrazu, w której wzięliśmy udział następnego dnia. Była to dla nas chwila szczególna, bo na Mszy św. obecny był o. Wiesław Dudar SVD, który serdecznie powitał nas w Polsce, a po Mszy św. poświęcił i przekazał nam kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Od tej chwili już nie tylko malutki obraz Czarnej Madonny będzie przypominał o tym, że nasz kościół wybudowali Paulini, ale będzie w nim piękna, duża kopia obrazu z Jasnej Góry, przed którym będziemy się modlić za nasze rodziny, naszą parafię i za nasze narody.

Poza Częstochową w czasie pielgrzymki odwiedziliśmy Kraków, Muzeum obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, Wieliczkę, Wadowice, Kalwarię Zebrzydowską i na końcu Łagiewniki, gdzie Mszą św. w kaplicy Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia pożegnaliśmy Polskę. Z wielką radością wieźliśmy do domu obraz Czarnej Madonny i w czasie całej podróży odczuwaliśmy Jej Matczyną opiekę.

Uroczyste umieszczenie obrazu w nasz.ej świątyni odbyło się 26 maja w czasie Mszy prymicyjnej o. Sandora Hurgoi SVD. Śpiewając pieśń: Czarna Madonno po węgiersku, z udziałem ekumenicznego chóru „Czyste Światło”, towarzyszyliśmy obrazowi w drodze na jego miejsce przeznaczenia w naszym kościele, a potem już przed obrazem modliliśmy się o odnowę duchową naszego narodu.

Jest to dla nas wielki zaszczyt, że kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej trafiła do naszego kościoła. Szczególny kult Matki Bożej zawsze łączył narody: polski i węgierski. Serdecznie dziękujemy wszystkim dobrodziejom z Polski za to, że w którym możemy czcić Matkę Boską Częstochowską w kopii cudownego obrazu z Jasnej Góry.

O. Modestus Lando SVD
proboszcz parafii w Köröm

Z Japonii przez Ukrainę na Łotwę

Na wstępie mojego listu pozdrawiam wszystkich i z całego serca dziękuję za modlitwy i ofiary. Zapewne moje nazwisko kojarzy się z Japonią. Byłem tam przez 6 lat, od 2006 do 2012 roku. Następnie pracowałem na parafii w Wierzbowcu na Ukrainie. Język ukraiński jest podobny do polskiego, więc nie stanowi dla nas problemu zrozumienie oraz komunikowanie się. Jednak, aby mówić poprawnie gramatycznie potrzeba kilku lat. Przez pierwszy rok wygłaszając kazania czasami nie wiedziałem czy dane słowo mówię po ukraińsku, czy po rosyjsku, czy może też to słowa polskie ze zmienioną końcówką. Nie jestem również pewien ile z moich kazań rozumieli wierni, jednak patrząc na ich twarze wydawało mi się, że wiedzą o czym do nich mówię.

Kultura i sposób myślenia ludzi z Ukrainy jest zbliżony do naszej kultury i sposobu myślen ia. Praca w parafii jest również podobna do tej w Polsce z tą różnicą, że nie ma katechezy w szkołach i jest mniej katolików. Pracowałem razem z proboszczem o. Wojciechem Żółtym SVD w parafii z jednym kościołem i dwoma kaplicami dojazdowymi w Wilchowcu i Nowej Hucie, oddalonymi 20 km od Wierzbowca. Co miesiąc odprawialiśmy również Msze św. w Nowo Dniestrowsku i Starej Hucie. Parafianie to ludzie prości, dobrzy i otwarci na obecność księży. Od samego początku czułem się jak członek ich wspólnoty (podobne odczucia miałem również w Japonii). Do lat 90 – tych wioski, w których pracowałem, były kołchozami. Ludzie zaś przez długie lata pracowali razem; jest więc w nich duch wspólnoty i otwartość na potrzeby innych. W czasie, gdy na Ukrainie u władzy byli komuniści, niełatwo było im wyznawać wiarę. Katolicy byli prześladowani, wielu z nich oddało życie za wiarę. Kościół na Ukrainie jest silny krwią męczenników. Mieszkańcy pamiętają sąsiadów, członków rodzin zamordowanych przez władze oraz czasy, gdy zabraniano dzieciom przychodzić do kościoła i zakazywano nauki religii. Ludzie świeccy i księża uczyli dzieci katechezy na cmentarzach i w innych miejscach, nawet narażając swoje życie. Słuchając ludzi opowiadających o wydarzeniach z czasów stalinowskich szybko zrozumiałem, że nie można porównać prześladowań w Polsce po II Wojnie Światowej z prześladowaniami na terenach Związku Radzieckiego, którego częścią była obecna Ukraina.

Od stycznia 2014 roku rozpocząłem pracę na Łotwie. Jest to początek misji werbistów w tym kraju. Główne religie na Łotwie to protestantyzm, prawosławie i katolicyzm. Łotwa to niewielki kraj położony nad Morzem Bałtyckim, znajdujący się pomiędzy Litwą i Estonią. Łotwa liczy zaledwie 2 miliony mieszkańców. Do lat 90-tych była częścią Związku Radzieckiego. W tym czasie Łotysze czuli się okupowani przez Związek Radziecki. Po odzyskaniu wolności nastała wolność religijna. Po przybyciu na Łotwę rozpocząłem kurs języka łotewskiego w Gulbene, które jest położone na wschód od Rygi. Na początku zostałem mile przyjęty przez proboszcza Wjaczesława Bogdanows, który bardzo dobrze mówi po polsku. Na terenie parafii są także siostry zakonne – Karmelitanki oraz siostry ze Zgromadzenia Świętej Rodziny, które pomagają w pracy parafialnej. Nauczycielka łotewskiego wprowadza mnie w klimat tego języka. Proboszcz, siostry, gospodyni, ludzie świeccy na ile mogą, pomagają mi w nauce łotewskiego.

Za rok, gdy skończę kurs, przenoszę się do miejsca mojego przeznaczenia – Limbazi, Saulkrasti i Salacgriva, miast położonych blisko Morza Bałtyckiego, na wschód od Rygi. Nie wiem, co mnie czeka. Wierzę, że znajdę ludzi życzliwych, z którymi będę mógł współpracować. Moje doświadczenie z pracy w Japonii, Ukrainie oraz w Gulbene podpowiada mi, że w ludziach wierzących jest serce otwarte na innych, gotowe do bezinteresownej pomocy i pracy w parafii. Im więcej daje się innym dobra, tym więcej można od nich otrzymać. Ludzie zaś nie oczekują wielkich kazań i bezbłędnej wymowy, ale serca otwartego na Boga i potrzeby innych. Proszę o modlitwę w intencji nowej misji werbistowskiej na Łotwie. Szczęść Boże i Bóg zapłać.

O. Tomasz Dudziuk SVD

„Z werbistowskiej poczty misyjnej 2014”

– pod takim tytułem ukazała się książka, która jest zbiorem listów misjonarzy nadesłanych w 2014 roku do Referatu Misyjnego Księży Werbistów w Pieniężnie.

Lektura tej pozycji książkowej z pewnością poszerzy nasze horyzonty i natchnie do gorącej modlitwy w intencji misjonarzy i nowych powołań misyjnych.