Z workiem trosk do św. Józefa


 

Zaczęło się zgodnie z planem i punktualnie – o godz. 6.30 w sobotę 11 sierpnia 37 osób z chludowskiej parafii, w tym ich krewni i przyjaciele, pod przewodnictwem proboszcza o. Ryszarda Hoppe i o. Jana Wróblewskiego, rektora tutejszego Domu Misyjnego Księży Werbistów wsiadło do autokaru, który sprzed kościoła w Chludowie ruszył do Kalisza.

 

To pielgrzymka, która z inspiracji Edwarda Wielanda z Chludowa udała się do Narodowego Sanktuarium Św. Józefa specjalnie z okazji ogłoszonego przez Papieża Franciszka wyłącznie dla tego miejsca Nadzwyczajnego Roku św. Józefa Kaliskiego (3.12.17– 6.01.19). Intencji rzecz jasna każdy wiózł worek cały, ale jedna była wspólna – wyproszenie u Kustosza Jezusa łask dla naszych małżeństw i rodzin oraz podziękowanie mu za dotychczasowe. Co ważne i piękne – choć polski Kościół często bywa nazywany Kościołem kobiet, w naszej pielgrzymce uczestniczyło kilkunastu mężczyzn.

 

Autokar szybko wypełnił się atmosferą religijną, której nie zapewnią żadne indywidualne wyjazdy do świętych miejsc, a poranne modlitwy prowadził o. Jan. W autokarze zabrzmiały „Kiedy ranne wstają zorze…”. Ojciec rektor po wszystkich modlitwach przedstawił opracowane przez Centrum Myśli Jana Pawła główne treści adhortacji apostolskiej polskiego papieża pt. „Redemptoris custos” (Opiekun Zbawiciela) z 1989 r., poświęconej roli św. Józefa i jego posłannictwu w życiu Jezusa i Kościoła (Tekst TU). Konferencję poszerzył o refleksje m.in. na temat pracy i odpowiedzialności za małżeństwo oraz rodzinę. Przypomniał także najważniejsze polskie sanktuaria Józefowe, między innymi to najstarsze, znajdujące się w Poznaniu na Wzgórzu Św. Wojciecha u ojców karmelitów bosych. Potem ze śpiewników pieczołowicie przygotowanych przez Joannę i Edwarda Wielandów uczyliśmy się śpiewać pod dyktando o. Ryszarda pieśni o św. Józefie na potrzeby naszej grupowej modlitwy w podziemiach kaliskiego sanktuarium. To tam znajduje się kaplica wdzięczności tzw. dachauowców, około tysiąca polskich księży cudem ocalonych z obozu zagłady w Dachau w 1945 r. dzięki nowennie do św. Józefa. Wśród nich był też Sługa Boży, pochodzący z Palędzia pod Poznaniem, misjonarz werbista o. Marian Żelazek (1918–2006), którego proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym rozpoczął się w Indiach 11 lutego tego roku.

 

Cuda św. Józefa

I właśnie do tej kaplicy udaliśmy się zaraz po przybyciu do Kalisza – po drodze na chwilę wstąpiliśmy do kaliskiej katedry, gdzie w ołtarzu głównym znajduje się słynny obraz Rubensa „Zdjęcie Chrystusa z krzyża”– i odmówiliśmy wspólnotowy różaniec za dusze ocalonych kapłanów oraz o rychłą beatyfikację o. Mariana. A potem już każdy na ponad godzinę został sam na samym ze św. Józefem przed cudownym obrazem Św. Rodziny. Czy to był przypadek, że właśnie wtedy do kościoła wleciał gołąb i zatoczywszy koło nad nawą główną, zasiadł wysoko pod sufitem pod jednym z witraży?

O św. Józefie, obrazie i samym sanktuarium opowiadał jego kustosz ks. prałat Jacek Plota. Uczestniczyliśmy też, wraz z pięcioma innymi pielgrzymkami, które nadciągnęły do Kalisza z całej Polski, w uroczystości – przy fanfarach – odsłonięcia Cudownego Obrazu Świętego Józefa Kaliskiego. W samo południe, kiedy już gołąb odleciał, rozpoczęła się Msza Święta, której przewodniczył kustosz sanktuarium m.in. z udziałem naszych kapłanów – o. Ryszard modlił się w intencji rodzin całej parafii, a o. Jan za pielgrzymów i ich intencje. Ks. kustosz, który przedstawił ich i przywitał naszą grupę, także zachęcił wszystkich wiernych do modlitwy o beatyfikację o. Mariana Żelazka. Przypomniał, że jego nazwisko zostało zapisane drobnym maczkiem na ogromnej szklanej tablicy przed wejściem do kaplicy w podziemiach kościoła wraz z tysiącem innych, którzy ocaleli w Dachau. Podczas mszy homilię wygłosił ks. Łukasz Skoracki, wikariusz parafii Ducha Świętego w Ostrowie Wielkopolskim i ojciec duchowny 381. Pieszej Pielgrzymki Kaliskiej, najstarszej w Polsce, która idzie na Jasną Górę pod hasłem „Wolność”, a która dwa dni wcześniej wyruszyła na szlak (konferencja ks. Skorackiego TU).

Wzmocnieni duchowo, wzmocniliśmy się też fizycznie obiadem, a po nim powróciliśmy do kaplicy dachauowców. Tu modliliśmy się – jak 73 lata temu – kapłani-więźniowie w Dachau – do św. Józefa: ale my już nie o ratowanie życia, ale zawierzyliśmy mu nasze rodziny, śpiewaliśmy „Św. Józefie patronie nasz….”, „Pod Twą obronę Ojcze na niebie”. A na koniec – odmówiliśmy modlitwę o pokój.

– Właśnie w tej kaplicy, która woła o pokój w świecie i w ludzkich sercach – powiedział o. Jan Wróblewski.

 

Z góry na dół, ale wciąż z Duchem Świętym

Powrót do Chludowa biegł przez Gołuchów – zwiedziliśmy tam Muzeum Zamek Działyńskich z bogatą kolekcją pięknych gobelinów, renesansowego malarstwa europejskiego, rzadkich okazów mebli i rzemiosła artystycznego, a na koniec zafundowaliśmy sobie, w otoczeniu pałacowego parku, lody i kawę. Powoli dopadało nas zmęczenie, z wyżyn duchowych schodziliśmy do lądowania na ziemi. I wtedy nasi przewodnicy duchowi, wzmocnieni kawą, zaserwowali nam – z naszym rzecz jasna chętnym udziałem – koncert piosenek biesiadnych i skeczów. Wesołości było co niemiara. Duch cały czas był z nami i zawiązał piękną, radosną wspólnotę ludzi, którzy jeszcze rano uczyli się swoich imion.

Cóż można było powiedzieć na koniec? „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu…..”!

A nazajutrz przybyliśmy prawie wszyscy na sumę i zajęliśmy, nie umówiwszy się specjalnie, obok siebie miejsca w ławkach w chludowskim kościele, gdzie o. Jan znów modlił się za nas i w naszych intencjach, zawierzonych św. Józefowi. I podkreślił, jak ważna i potrzebna była pierwsza w parafii Męska Róża Różańcowa i jej modlitwa, której owocem okazał się m.in. tak liczny udział mężczyzn w pielgrzymce do św. Józefa.

I już wszyscy wiedzieliśmy…. Duch nas wzywa… trzeba by znów wyruszyć na pielgrzymkowy szlak. Może do Maryi do Gostynia? Może będzie nas więcej, dwa autokary?

Ale najpierw spotkamy się w chludowskim klasztorze i – jak co środę o godz. 20. – podczas godzinnej adoracji w ciszy oddamy te wszystkie pytania i nasze potrzeby Jezusowi…

 

Anna M. Kot