25 lat od zaślubin, czyli z Jezusem przy garnkach


S. Jadwiga Waniek w czwartek 5 lipca świętowała w Chludowie 25-lecie pierwszych ślubów zakonnych. Przyjaciele, znajomi i domownicy tutejszego klasztoru werbistów oraz miejscowe siostry „niebieskie” modlili się w jej intencji podczas Mszy Świętej, którą sprawowali współbracia misjonarze: rektor o. Jan Wróblewski, o. Kazimierz Grabowski, o. Wojciech Grzymisławski i o. Firmin Azalekor. O. rektor wygłosił okolicznościowe kazanie, w którym m.in. mówił o realizacji powołania s. Jadwigi (całość kazania TUTAJ). Zwyczajem chludowskim wszyscy na koniec mszy zaśpiewali Siostrze „Życzymy, życzymy…”. Potem już były życzenia indywidualne, kwiaty i wspólna agapa, którą m.in. przygotowała sama Jubilatka, na co dzień krzątająca się po kuchni klasztornej i dbająca o smaki i żołądki wszystkich domowników.

Gdy człowieka męczy niespełnienie

– Umiałaby Siostra powiedzieć, co zapamiętała najbardziej z tych 25 lat?

– No cóż, wszystkie lata to był bardzo piękny czas. I zawsze Bogu dziękowałam, że mnie zaprosił do tych zaślubin ze sobą. A chcę powiedzieć, że wstąpiłam do klasztoru bardzo późno – jako 30-latka.

– A co Siostra robiła wcześniej?

– Ooo wielu fachów się imałam, ale naprawdę jestem Bogu wdzięczna, że w końcu zrobiłam ten krok, że się odważyłam…

– Coś wyjątkowego wtedy się wydarzyło w Siostry życiu czy to był proces?

– Raczej proces. Przez 4 lata przed klasztorem, pracowałam na plebanii w Zawadzie Książęcej właśnie w kuchni, a oprócz tego uczyłam dzieci katechezy. I zauważyłam, że zawsze jak omawiałam z nimi temat powołania, to odczuwałam taki dziwny, trudny do nazwania niepokój. Albo jak mówiłam o misjach – czułam, że czegoś nie spełniłam do końca. Czegoś mi w życiu brakuje, że ja uciekam przed czymś. W końcu uznałam, że czas podjąć jakąś decyzję. Wtedy porozmawiałam z jednym znajomym księdzem i on poradził mi, abym spisała na kartce wszystkie za i przeciw wstąpieniu do klasztoru i wtedy będę mogła zobaczyć, czego jest więcej.

– No i co się okazało…

– To, co myślałam cały czas, że więcej jest argumentów za i postanowiłam ten krok w końcu zrobić. I tak je stawiam w naszym zgromadzeniu do dziś.

– Co by dziś Siostra powiedziała wahającej się dziewczynie, która nie umie zdecydować, co do wyboru drogi życiowej?

– Że warto spróbować. Zawsze – w każdej sytuacji warto spróbować, czy dobrze myślimy, planujemy, odczuwamy. Bo w trudnościach Pan Bóg zawsze daje siły. Jak daje powołanie, to oczywiste, że daje też siły do jego niesienia, wytrwania.

– A skąd ta kuchnia w Siostry życiu zakonnym?

– No właśnie, jak przyszłam do klasztoru prosto z plebanii, wszyscy kojarzyli mnie z gotowaniem, ale nie jestem zawodową kucharką. Natomiast bardzo lubię gotować.

– Czy dla mężczyzn trudno się gotuje? Kapryszą?

– Przeciwnie – lubię gotować w męskim klasztorze. Misjonarze nie są wymagający, jedzą proste, niewyszukane potrawy, łatwiej się dla nich gotuje niż dla kobiet, znam już ich upodobania i staram się dogadzać ich podniebieniom.

– Czyli szuka Siostra Pana Boga między garnkami?

– On zawsze ze mną jest. Także między garnkami i zawsze, kiedy zdarzają się trudne chwile, bo i tych nie brakuje w życiu zakonnicy, dochodzę do tego samego wniosku, że Pan Bóg jest, wspiera mnie i jest ze mną. Przy każdym garnku.

Tekst i zdjęcia Anna M. Kot